Oprócz mojej strony kosmetycznej, na której głównie zarabiam przez internet, mam jeszcze inne strony internetowe. Nie będę pisał o jakiej tematyce są te strony, bo i tak nie przykładam do nich wielkiej uwagi. Zacząłem je tworzyć i z czasem je trochę zaniedbałem, szczególnie jedną. Zarobku z nich też nie ma jakiegoś szczególnego, gdyż jest znikomy. Jednak jedna z tych stron, która była raczej aktualizowana posiadała Page Rank 3, pozostałe niższy.

Kilka dni przed końcem maja zauważyłem, wchodząc na tą stronę, że się nie wyświetla. Nie mogłem się też zalogować do panelu administracyjnego. Cały problem jak się później okazało, był spowodowany wykorzystanym na hostingu transferem. Jakoś przeoczyłem mail od firmy hostingowej z informacją o zablokowaniu konta, przez do moje strony nie były widoczne w sieci przez kilka dni. Jak się dowiedziałem, że transfer został zablokowany a do końca miesiąca zostało 2-3 dni, postanowiłem nie dopłacać i nie przechodzić na większy pakiet hostingowy, gdyż strony internetowe nie cieszyły się jeszcze zbyt dużą popularnością. Jedynie jedna była odwiedzana codziennie przez zaledwie kilkadziesiąt osób.

W nowym miesiącu po odnowieniu hostingu, zobaczyłem że wszystkie strony internetowe na moim hostingu, straciły swój Page Rank oraz “poleciały” w Google na dużo niższe pozycje.

Piszę Wam o tym, żeby Was przestrzec. Żebyście wiedzieli do czego może doprowadzić wykorzystany transfer na hostingu przez kilka dni i niewidoczność strony internetowej.

Czytałem o jednym takim przypadku w internecie i strona wróciła po około 2 tygodniach na swoje miejsca w wyszukiwarce. Na szczęście moje strony wczoraj też wróciły na swoje pozycje w Google, jednak Page Rank już nie. Najbardziej żałuję utraty Page Rank 3 na jednej z moich stron i drugiej strony z PR2, na której udało mi się sprzedaż pierwszy link tekstowy za pośrednictwem LinkLift.pl


W marcu rzeczywiście udało mi się sprzedać 1 link tekstowy na jednej z moich stron internetowych poprzez serwis LinkLift.pl. Moja strona w joomla, bardziej przypominająca blog, aktualizowana raz  na jakiś czas została pozytywnie zweryfikowana i udało zarobić 10,50 zł. Zarobiłem te pieniądze za emisję 1 linka tekstowego przez 1 miesiąc dla serwisu, którego Page Rank wynosił 2. Jeśli miałbym zarabiać 10,50 za każdy link z 4-5 możliwych na stronie, to moim zdaniem są to już całkiem przyzwoite pieniądze. Oferowana cena za sprzedany link jest dużo wyższa niż sam próbowałem ustalić z obserwacji na Allegro (czytaj wpis o zarabianiu na linkach tekstowych).

Jednak LinkLift.pl ma swoją siedzibę w Niemczech i po zarobieniu pieniędzy, został wystawiony dla mnie rachunek. Nie bardzo znam się na podatkach w tej kategorii – być może jest to wewnątrzwspólnotowa dostawa usług, od której niestety nie wiem jak rozliczyć podatek. Dlatego na razie zrezygnowałem ze sprzedaży linków tekstowych poprzez LinkLift.pl. Oferta jest jednak moim zdaniem bardzo atrakcyjna i warta uwagi. Tym bardziej, że wypłata zarobionych pieniędzy możliwa jest już od zarobionych 60 zł.

Czy ktoś z Was ma doświadczenia z LinkLift.pl i wie jak rozliczyć prawidłowo ten dochód?

Aktualizacja: 19.06.2010 r.

W sprawie wyjaśnienie moich wątpliwości podatkowych napisałem maila do pomocy LinkLift.pl i uzyskałem  następująco odpowiedź:

Witam, nie mogę doradzać Panu w kwestiach rozliczeń, ponieważ nie mam do tego prawa. Mogę jednynie dać wskazówkę. Przychód ze współpracy z LinkLift uzyskany przez osoby fizyczne nieprowadzące działalności gospodarczej traktowany jest jako przychód z tytułu działalności wykonywanej osobiście. Jest on określony w art. 13 UoPDoOF.

Zatem zarabiać na blogu poprzez sprzedaż linków tekstowych za pośrednictwem LinkLift.pl mogą również osoby fizyczne, nieprowadzące działalności gospodarczej. Postaram się trochę poszperać w internecie na temat kwestii podatkowych i z czasem opublikować ciekawy wpis.


Z pomysłem na ten blog wystartowałem w październiku 2009 r. Wtedy pojawił się pierwszy wpis i zacząłem opisywać, jak zamierzam i jak zarabiam na stronie internetowej (nie na tym blogu). Ładnie policzyłem sobie uwzględniając procent składany, że żeby w ciągu 37 lat osiągnąć pierwszy milion złotych, muszę co miesiąc zarabiać minimum 200 zł i inwestować je na 10,23% rocznie. Dzisiaj powoli zastanawiam się, czy jestem w stanie osiągnąć inwestując zarobione pieniądze w fundusze inwestycyjne akcyjne średnio 10,23% rocznie. Najprawdopodobniej nie lub może to być bardzo trudne, choć powstał ciekawy blog jak to osiągnąć – 10 procent rocznie. Jak, że czytam różne blogi i strony o tematyce finansowej, moja inteligencja finansowa jest coraz większa i mam nadzieję, że prędzej czy później osiągnę swój pierwszy milion złotych.

Teraz przejdę do podsumowania dochodów osiągniętych przez zarabianie na stronie internetowej poprzez sprzedaż banerów reklamowych i linków tekstowych. Dotychczas od października 2009 r. do maja 2010 r. udało mi się zarobić fizycznie i wirtualnie (pieniądze zarobione ale jeszcze nie wypłacone):

własna sprzedaż banerów reklamowych i linków – pieniądze ulokowane na rachunku oszczędnościowym 210,68 zł (wraz z odsetkami bankowymi),

sprzedaż banerów reklamowych AdTaily – 597,31 zł,

reklama Google AdSense – 202,10 euro,

reklama TradeDoubler.com (kliki i sprzedaż przedmiotów w programach partnerskich) – 107,58 zł,

reklama CpmProfit.com – 44,13 zł (dochód do dnia dzisiejszego uwzględniający prowizję zarobioną również przez partnerów w okresie, np. marzec-maj 2010 r.),

sprzedaż linków tekstowych za pośrednictwem LinkLift.pl – 10,50 zł.

Do fizycznie zarobionych pieniędzy wliczam pieniądze z konta oszczędnościowego i reklamy AdTaily. Według tych obliczeń do pierwszego miliona brakuje mi 999.192,09 zł. Gdybym jednak uwzględnił dochód z reklamy Google AdSense według kursu za 1 euro=4,10 zł i inne dochody – to do miliona złotych brakowałoby mi już tylko 998.201,27 zł. W tym momencie zarabianie na stronach internetowych wygląda już lepiej, wychodzi mi średnio miesięcznie 224,85 zł.

Pomimo, że pisałem o przeniesieniu pieniędzy z konta oszczędnościowego do funduszu inwestycyjnego akcyjnego i takie miałem dotychczas założenie – inwestować zarobione pieniądze, przez wahania na GPW pieniądze nadal ulokowane są na koncie oszczędnościowym – wierzę w spadki również na giełdach światowych i ogólne pogorszenie sytuacji finansowej krajów strefy Euro.

Osiągnięcie zamierzonego celu może być zatem utrudnione, gdyż głównego dochodu z reklamy Google AdSense jeszcze nie wypłaciłem, więc nie mogę ich inwestować. Kto czytał wstęp do bloga wie zatem, że liczenie zaczyna się od maja 2010 r.


W maju 2010 zanotowałem jeszcze większy spadek zainteresowania wykupieniem reklamy AdTaily niż w kwietniu. Za to zwiększył się mój dochód z reklamy Google AdSense i to całkiem sporo. Dochody w tym miesiącu kształtują się następująco:

reklama AdTailty – zarobiłem tylko 51,08 zł,

reklama Google AdSense – 55,68 euro :) ,

reklama TradeDoubler.com – 10,50 zł – dochód za same kliki, nic nie udało mi się sprzedać.

Jak widać, wesoło nie jest jeśli chodzi o sprzedaż banerów reklamowych za pośrednictwem AdTaily. Zauważalny jest już wyraźny spadek zainteresowania reklamą na mojej stronie, co niestety zaczęło mnie powoli martwić. Widać teraz, jak łatwo jest stracić i zniechęcić do siebie reklamodawców, przez skakanie z miejsca na miejsce w widgetem.

Cieszy za to zwiększenie dochodów z AdSense – więcej kliknięć i za większą cenę.

Podsumowując w kwietniu również nie udało mi się zarobić fizycznie minimum 200 zł, za to uwzględniając wirtualne pieniądze z AdSense, wygląda to całkiem dobrze. Ile zarobiłem dotychczas i ile pieniędzy brakuje mi do miliona złotych napiszę w osobnym podsumowaniu.


Kwiecień pod względem zarabiania na stronie internetowej, okazał się gorszym miesiącem niż marzec 2010 r. Szczególnie jest to zauważalne na sprzedaży banerów reklamowych w AdTaily. Moje dochody za ten miesiąc przedstawiają się następująco:

reklama AdTaily – zarobiłem 95,05 zł,
reklama Google AdSense – 37,13 euro,
reklama TradeDoubler.com – 6,46 zł.

I to by było na tyle, jeśli chodzi o dochody w tym miesiącu. Spadek zainteresowania reklamą AdTaily wynika najprawdopodobniej z przemieszczania reklamy w różne miejsca na stronie i zmieniania ceny o czym pisałem we wpisie. Z perspektywy czasu pamiętam, że spadek zainteresowania tą reklamą zaczynał mnie niepokoić, dlatego pozostałem dalej przy reklamie AdSense, mimo wątpliwości, że moja strona może naruszać regulamin AdSense.

Fizycznie znowu nie udało mi się zarobić minimum 200 zł w tym miesiącu, ale wirtualnie przekroczyłem tą kwotę, więc w sumie chyba nie jest tak źle – patrząc na przyszłość. Ile zarobiłem razem do tej pory i ile muszę jeszcze zarobić, żeby osiągnąć mój pierwszy milion złotych – napiszę w osobnym podsumowaniu.